Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl
Słone ryby w Łazach - Wojewódzka Olimpiada Młodzieży Drukuj
Wpisany przez Krzysztof Dlużyński   
sobota, 01 lipca 2017 11:32

Rozgrywana tuż po zakończeniu roku szkolnego (24 czerwca 2017 r.) Wojewódzka Olimpiada Młodzieży w Łazach, to jakby sprawdzian szkolny z całego roku, obrazujący nabyte w ciągu roku szkolnego przez młodych szachistów umiejętności. Podobnie jak w roku ubiegłym, do Łaz pojechała dość duża reprezentacja szachistów ze Szkoły Podstawowej nr 3 w Choszcznie oraz klubu SKOCZEK. Organizatorem wyjazdu była „Trójka”, a transportu całej choszczeńskiej ekipie tradycyjnie nieodpłatnie użyczył pan Burmistrz.

Na miejscu okazało się, że obsada turniejowa była o wiele skromniejsza niż w roku ubiegłym, co tylko potwierdza głoszoną przeze mnie tezę, że w naszym województwie propagowanie gry szachowej jest w całkowitym odwrocie. Tendencja od lat jest taka sama. Zaczyna ten sport w wieku przedszkolnym i wczesnych klas szkoły podstawowej wiele zawodniczek i zawodników, a później im bardziej grupy dorośleją, tym mniej zawodników przy uprawianiu sportu szachowego pozostaje. Niestety, w tej dziedzinie sportu chcąc utrzymać się „na topie”, trzeba intensywnie i nieprzerwanie pracować nad sobą. Stare, dobre, harcerskie metody wychowawcze, mające na celu zrównoważony rozwój fizyczny i intelektualny już dawno zostały zastąpione „nowoczesnym” wychowaniem bezstresowym, ograniczeniem wysiłku fizycznego, rozdzielaniem nagród „według sprawiedliwego podziału”- czyli po równo wszystkim, bez względu na włożony wysiłek. Dlatego szachy jako ważny dla rozwoju dziecka sport ciągle raczkują w świadomości społecznej. Brązowy medal w piłce nożnej zdobyty na mistrzostwach świata byłby wspominany przez dziesięciolecia ; ten sam medal naszej reprezentacji męskiej w szachach , zdobyty kilka dni temu, przeszedł praktycznie bez echa.

Kilka informacji o wynikach na tegorocznej Olimpiadzie.

W grupie do lat 10 dziewcząt wystąpiło 8 zawodniczek. Zwyciężyła Nikola Grzesik z HETMAN Koszalin, a choszcznianka Agata Szuba (z SP3 Choszczno) zajęła 7 miejsce.

W grupie do lat 12 dziewcząt wystąpiły 4 zawodniczki. Zwyciężyła Aleksandra Załóg z HETMAN Koszalin. Choszczno nie miało tutaj swojej przedstawicielki, a gdyby pojechała nasza utalentowana juniorka, byłaby „murowaną” kandydatką do medalu. Jej wybór był jednak inny.

W grupie do lat 14 wśród dziewcząt wystąpiło 5 zawodniczek. Zwyciężyła Jagoda Bieńko z HETMAN Koszalin. Choszczno nie miało tutaj swojej przedstawicielki. Dominacja zawodniczek koszalińskich nie zdziwiła nikogo, a mnie, który mam aktualnie okazję przebywać w Łazach, już wcale. Dlaczego – napisze w dalszym.

W grupie do lat 10 wśród chłopców wystąpiło 36 zawodników. Zwyciężył Mikołaj Szydłowski z klubu SOLNY Grzybowo – całkiem dla mnie nowy zawodnik, którego nie widziałem wcześniej na turniejach. W tej grupie rewelacyjnie zagrał zawodnik SKOCZKA Jakub Hermanowicz, który zdobył 5 z 7 pkt, co wystarczyło jednak do zajęcia tylko 7 miejsca.  Napisałem rewelacyjnie, ponieważ Kuba nie miał wcześniej zbyt wielu możliwości występować w poważniejszych turniejach i kompletnie brakuje mu ogrania i doświadczenia turniejowego. Dobrze zagrał Wojciech Kowalik ze SKOCZKA, który zdobył 4 punkty i zajął 13 miejsce. Czy w dalszych latach będą odnosić sukcesy ? Będzie to zależeć przede wszystkim od nich i od ich rodziców. A czas wbrew pozorom młodego wieku zawodników, nagli.

Najbardziej interesowała mnie grupa chłopców do lat 12, najliczniejsza w obsadzie zawodników choszczeńskich, m.in. z uwagi na to, że w tej klasyfikacji wystąpiło najwięcej zawodników uczęszczających na zajęcia w Akademii Szachowej SKOCZKA. Obserwację ułatwiał mi fakt, ze zostałem poproszony przez organizatorów do objęcia funkcji sędziego rundowego, odpowiedzialnego za te grupę. Zgodnie z przewidywaniami, poza wszelką konkurencją byli tutaj medaliści Mistrzostw Polski Juniorów – Gracjan Grzesik i Filip Łuczak, obydwaj z Koszalina. Z przyjemnością obserwowałem grę Kamila Kality, który pokazał, że i w Choszcznie można dobrze nauczyć się grać w szachy, co przy niesamowitej determinacji u tego zawodnika do osiągania zwycięstw, musiało przynieść dobre owoce. Kamil „otarł się” o podium, zajmując bardzo dobre 4 miejsce. Z pozostałych naszych zawodników miałem jednak mniej powodów do zadowolenia. Dominik Drożdżyński i Maciej Dziechciarewicz zdobyli po 4 punkty i zajęli odpowiednio 11. i 13. miejsce. Hubert Hertel był 14. z 3.5 pkt, a Szymon Tomczyk 19. z 3.0 pkt. Wszyscy ci zawodnicy , mimo niewątpliwego talentu i osobistych zalet, udowodnili, że na tym etapie rozwoju są już całkowicie „niesterowalni”, postępujący według rosyjskiego powiedzenia: „Pop swajo, a czort swajo” (Ksiądz swoje, a diabeł swoje). Gdyby słuchali moich wskazówek i od samego początku grali spokojnie, nie próbując wyprzedzać na zegarze swoich przeciwników szybką grą, efekty byłyby o wiele lepsze. Kiedy jednak podstawia się na czysto figurę (najczęściej hetmana), a później rozpaczliwie szuka się ratunku z opresji, to najczęściej nie można już niczego rozsądnego wymyślić. Kiedy zawodnik mający IV kategorię i 12 minut czasu na zegarze, nie widzi prościutkiego mata w jednym posunięciu, to nie jest zwykły przypadek. Część zawodników i tak była bardziej zainteresowana jak najszybszym powrotem do gry w piłkę w przerwach międzyrundowych, to nic dziwnego, że wyniki były… jakie były.

W grupie do lat 14 wystąpiło 12 zawodników, w tym Bartosz Kowalik i Juliusz Krzyżaniak, obydwaj reprezentowali SP 3 Choszczno. Na każdych zawodach liczymy szczególnie na dobrą postawę Bartosza, który przez ostatnie lata w sposób naturalny stał się liderem swojej drużyny. Niestety ten sprawdzian przyniósł bynajmniej dla mnie spore rozczarowanie i potwierdził stagnację formy Bartosza. Chociaż czwarte miejsce nie jest złe, to obiektywnie patrząc na stawkę konkurentów, wszyscy ci, którzy go w tabeli wyprzedzili, jeszcze niedawno temu byli spokojnie w jego zasięgu i grali co najwyżej na tym samym poziomie. Jeżeli ktoś by poczuł się urażony ostrością mojej oceny, zapraszam do przeczytania relacji z poprzednich Olimpiad, gdzie, na przekór ochom i achom, sygnalizowałem ten problem i od tego czasu zmieniło się już tylko na gorsze.

Natomiast pozytywnie oceniam postawę i grę Juliusza Krzyżaniaka. Zdobył 4 punkty i zajął szóste miejsce, co należy w jego przypadku do wyniku dobrego, na miarę prezentowanej siły gry.

Stoję w obliczu dylematu moralnego, na rozdrożu myślowym, CO i JAK robić dalej. Pozostałem w Łazach i biorę udział, tym razem jako zawodnik, w turnieju szachów klasycznych „Perła Bałtyku”, a razem ze mną pozostali praktycznie wszyscy młodzi uczestnicy sobotniej Olimpiady, poza…zawodnikami choszczeńskimi. Widzę dzieciaki z różnych klubów: koszalińskiego, szczecińskiego, gryfickiego, krakowskich, śląskich, warszawskich itd. Dzieciaki te świetnie się ze sobą integrują, razem biorą udział w zajęciach szachowych, razem plażują, grają w piłkę, razem wychodzą na rundy w grupowych turniejach. Są ciągle aktywni. Kiedy przekornie zapytałem podczas ostatnich zajęć w Choszcznie, czy przez wakacje pracujemy dalej czy odpoczywamy, usłyszałem jeden głos: „niee, odpoczywamy…To są wakacje”. Reszta milczała. Nikt nie był za.

Kilka lat temu, kiedy jeszcze w Akademii był Krzysiek Sielicki, Oskar Rosłon, Jakub Cieślak, Jakub Andrzejewski, Eryk Łukjan itd. na podobnie postawione przed wakacjami pytanie odpowiedź była szybka i chórkiem : „jedziemy dalej !”. A kiedy zapytałem, co robimy – turnieje czy teoria ? Odpowiedź była – „teoria !” Były przez całe wakacje i turnieje i teoria, dwa a nawet trzy razy w tygodniu.

Czy w takim razie mam prawo teraz oczekiwać od naszych zawodników prawdziwych sukcesów, kiedy oni sami ich tak naprawdę wcale nie pragną ? Bo gdybym miał w obojętności to, jak zagrają moi podopieczni, mógłbym napisać nawet, że byłem zadowolony, ze jest bardzo dobrze. Ale ja wiem, że mogłoby być o wiele lepiej, tylko, że wygląda na to, że to ja bardziej pragnę prawdziwych sukcesów naszych zawodników, chociaż  też wiem, ile pracy kosztuje osiągnięcie takiego sukcesu. Już kilka lat społecznie prowadzę zajęcia szachowe dwa razy w tygodniu, staram się przekazywać zawodnikom „w pigułce” to wszystko, czego się przez lata nauczyłem. Staram się im te zajęcia maksymalnie uatrakcyjniać. Cóż z tego, kiedy mam poczucie, że i tak cała para w najważniejszym momencie idzie w przysłowiowy gwizdek. Wszystko jest w momencie próby atrakcyjniejsze od szachów : mecz piłki nożnej, zawody pływackie, koncert „sobótkowy”, zajęcia z angielskiego, gra na instrumencie, weekendowy wyjazd… A ja po prostu z natury nie cierpię półśrodków i zawierania non-stop pustych kompromisów, mówienia, że było dobrze, kiedy nie było dobrze. Nie chce mi się już ustalać planu zajęć, tak, aby dogodzić wszystkim : nauczycielom angielskiego, nauczycielom gry na instrumencie, trenerom piłki nożnej, pływania, rodzicom…

Przed wakacjami przesyłałem rodzicom zawodników SKOCZKA zaproszenie od klubu HETMAN Koszalin dla dzieci na obóz szachowy w Łazach. W dobie programu „500+” i względnego „ubóstwa” nie powinno być raczej problemu ze sfinansowaniem kosztów pobytu dziecka na obozie – 1100 zł/ 10 dni; w tym spanie, jedzenie full-wypas, zajęcia, opieka i opłaty turniejowe. Niestety, nikt z choszczeńskich rodziców do samego końca nie był zainteresowany.

 

I tutaj przypomina mi się dobre, polskie przysłowie - „Kot chciałby jeść ryby, ale nie chce mu się ogona maczać”.